czwartek, 19 grudnia 2013

Rozdział 17

Przymrużyłam powieki starając się skupić, co było niemożliwe. Na zewnątrz zaczynało padać. Krople wody zawładnęły szybami auta, nie pozwalając dostrzec praktycznie niczego.
Kap. Kap.
Andia chciała bym ją zabiła.
Kap. Kap.
Colton pomagał przyjaciółce popełnić samobójstwo.
Kap. Kap.
A co ze mną?
Ja też nie przepadałam za rzeczywistością. Śmierć to dobre rozwiązanie?
Znów ruszyliśmy do przodu. Spojrzałam na radio. Mogłabym je włączyć i uniknąć rozmów z Coltonem. Cała ta sytuacja była warta śmiechu. Przed chwilą mogłabym wydrapać mu oczy za jakąkolwiek informację. To dziwne, jak nasze zachcianki mogą ulec zmianie w parę sekund.
- Dlaczego objeżdżamy miasto dookoła? - spytałam.
- Ponieważ pewien kierowca pewnego pojazdu nie ma pewnego dokumentu, który jest potrzebny, by prowadzić.
- Super - mruknęłam. 
Próbowałam zająć głowę czymś innym.
"Patrz na drogę!"
Skupiłam się na asfalcie przed nami. Plan nie wypalił, bo nie widziałam drogi. Ciekawe, jak Coltonowi udawało się cokolwiek zauważyć. Oparłam czoło o szybę, skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i szepnęłam sama do siebie:
- Niech to będzie sen, proszę...
Dlaczego wszystko musiało być takie trudne? Świadomość zbliżającej się kolejnej śmierci. Przecież ja czegoś takiego nigdy nie chciałam. Teraz, gdy dowiedziałam się, że Andia pragnęła umrzeć mój entuzjazm gdzieś uciekł. Czułabym się lepiej, myśląc o niej jak o kimś złym, kogo trzeba zlikwidować, bo zagraża ludziom. Wtedy przynajmniej mogłabym nadać mojej osobie pozytywne znaczenie. Wbić sobie do głowy, że zrobiłam coś dobrze i nie musiałam się tego wstydzić. Brak wyrzutów sumienia  spowodowanych dotknięciem. Tylko coś w rodzaju czystki. Odkupienie win za wcześniej spowodowane nieszczęście.
Znów widziałam mamę. Była przerażona, tak jak wtedy. Dreszcz przebiegł po moim ciele, niespodziewanie poczułam zimno. Oczywiście to uczucie zniknęło tak szybko, jak się pojawiło. Może to tylko mój organizm ze mnie żartował? Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie chcę być wścibski, ale z tym uśmieszkiem wyglądasz jak psychopatka.
- Tak też się czuję. Daleko jeszcze?
Zerknęłam na chłopaka. Zacisnął palce na kierownicy, skręcając w lewo.
- Właściwie już jesteśmy.

Wytarłam rękawiczką zaparowaną szybę. Przede mną pojawił się budynek - wielkością podobny do kliniki, ale tutaj podobieństwa się kończyły. Dom wyglądał jakby ktoś specjalnie obrzucił go błotem. Kiedyś prawdopodobnie był biały, teraz po   śnieżnej farbie zostały tylko szare plamy. Wysiadłam z auta, i nie zwracając uwagi na deszcz ruszyłam powoli w stronę wejścia. Stąpając po popękanych płytach zastanawiałam się, jak będzie wyglądać to spotkanie. Lód i ogień. Dwa żywioły śmierci.
Spróchniałe schodki wydawały okropne odgłosy, jakby zaraz miały się załamać pod ciężarem mojego ciała. Chwyciwszy za zardzewiałą klamkę, odwróciłam się, zerkając na Coltona. Gdy stanął obok mnie, tylko kiwnął głową, bym weszła do środka.
Musiałam dość mocno pchnąć drzwi, by się ruszyły. Uchyliwszy je lekko, wślizgnęłam się do przedsionka. Tutaj dom także nie prezentował się zbyt ciekawie. Ściany zostały pokryte różnymi wyzwiskami, wulgaryzmami, czy bezsensownymi rysuneczkami.
Ruszyłam dalej przed siebie, a z każdą chwilą coraz bardziej się denerwowałam. Moje serce przyśpieszyło, a ja czułam każdej jego uderzenie w całym ciele.
- Andia? - krzyknął Colton, a echo rozniosło się po pustej przestrzeni.
Usłyszawszy kroki na piętrze stanęłam nieruchomo obok schodów.
Mówiłam, że była z niej ładna dziewczynka? Określenie "ładna" w ogóle do niej nie pasowało. "Onieśmielają piękna" - tak, to mogły by być dobre słowa. Długie, kręcone włosy lśniły, a na porcelanowej cerze odznaczały się dwa niewielkie rumieńce..
- Cześć - uśmiechnęła się nieśmiało do Coltona, a potem spojrzała na mnie. Dopiero teraz zauważyłam, że jej policzki były mokre. Płakała zanim się tu zjawiliśmy.
- Hej Andia. - Colton położył dłoń na moich łopatkach. - To jest Rechi.
- Cześć Rechi.
- Cześć Andia.
Dla mnie w tym momencie urwała się możliwość dalszej rozmowy z dziewczyną. No bo co miałam powiedzieć? "Cześć Andia! Przyszłam cię zabić!".
- Jak się... trzymasz?
Pierwszy raz usłyszałam w głosie Coltona tyle czułości. Brzmiało to tak, jakby chciał się na nią rzucić i uścisnąć, przy okazji dziękując Bogu za to, że jest cała. Ale nie mógł tego zrobić. Poczułam się... zła? Nie umiałam nazwać tego uczucia. Raczej nigdy nie byłam... Zazdrosna.
- Dobrze. Możemy już?
Colton westchnął cicho, odsuwając się ode mnie. To nie tak miało wyglądać! Andia zaczęła schodzić po schodach, a we mnie wstąpiło przerażenie.
- Stop! - krzyknęłam, po czym od razu zaczęłam się tłumaczyć. - Chciałabym coś zasugerować.
- Co? Nic wcześniej nie... - machnęłam na Coltona ręką, by się zamknął.
- Bo widzisz - popatrzyłam na Andię - to wszystko jest bez sensu. Jeśli ja.... pozwolę ci odejść, później Weegs załatwi kogoś, by ten ktoś pozwolił mi odejść...
- Do czego ty dążysz?
- Skąd ta pewność, że akurat ja unicestwię Andię? Może ona ma większą moc.
- To nie tak, jak w przypadku normalnych ludzi - zaczął chłopak. - Wystarczyłoby, że musnąłbym twojej skóry i od razu zacząłbym się spalać. Lecz jeśli masz spalić Andię, musiałabyś użyć siły, i nie chodzi tu o siłę fizyczną. Jeśli Andia nie będzie myślała o tym, by cię zabić, nic się nie stanie. Obie jesteście potężne, więc przypadkowy dotyk tu nie działa. Musisz chcieć ją spalić, by to zadziałało.
- Przykładowo, gdyby stała sobie eee, na chodniku, a ona podeszła mnie od tyłu, chcąc zamrozić, wtedy ja bym została tą pokonaną, bo nie miałam o niczym pojęcia i nie mogłam zaatakować?.
- No tak...
Andia stała, patrząc na mnie z zupełnie obojętną miną. Jakby prosiła, bym już skończyła gadać i wzięła się do roboty.
- A jeśli obie chciałybyśmy zaatakować siebie nawzajem w tym samym czasie, co by się stało?
- Nie mam pojęcia. Możliwe, że pierwsza zamroziłaby drugą, a druga spaliłaby pierwszą, ale nie jestem pewny.
- Bingo. To jest mój warunek. Ja pomogę odejść Andii, a Andia pomoże odejść mnie.
- Co?! - krzyknął wściekle Colton.
- Może być - odezwała się blondynka, patrząc raz to na mnie, raz na chłopaka.
- Ja się na to nie zgadzam!
Chciałam powiedzieć, że gdzieś mam jego zdanie, ale tak nie było. W duchu ucieszyłam się, że chłopak nie chciał, bym zniknęła. Przywiązałam się do niego, nawet jeśli znam go kilka głupich dni.
- Colton. Zrozum, że ja też chcę mieć spokój....
- Zwariowałaś!
- Niestety nie. I owszem, chcę umrzeć - powiedziałam, przyciszając głos - ale najpierw musimy coś zrobić.
Było mi przykro. Cholernie smutno. Dlaczego to tak bolało?
- Niby co musimy? - prychnął nieźle wkurzony Colton.
- Zanim obie skończymy grę, trzeba wyeliminować wspólnego wroga. Weegs w każdej chwili może zrobić z każdego człowieka na ziemi swój eksperyment.
- Mamy go zabić?
- Ja już nie chcę zabijać... - mruknęła Andia.
- Niekoniecznie zabić. Wystarczy, że zabierzemy mu ten jego kamień. Wtedy nie będzie mógł mieszać więcej w świecie.
- Czyli napadamy na rudzielca, zabieramy magiczny kamyczek, a potem wy sobie odejdziecie. Pomyślał ktoś, co ze mną? Nie, żebym był samolubny, ale opcja, że zostanę sam wcale mi nie pasuję.
- Oj tam - rzuciłam, powstrzymując łzy. Nie chciałam odchodzić. Niech to się już skończy. - Może wreszcie zrobisz prawo jazdy? - próbowałam zażartować. -Byłoby fajnie.
- Tsaa.... -Colton odwrócił się w stronę drzwi - chodźmy już i załatwmy to szybko...
W głowie miałam tylko jedno słowo "Przepraszam".
Przepraszam mamo.
Przepraszam tato.
Przepraszam Colton.



___________________________________________


jesteśmy coraz bliżej zakończenia. mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał. ;_;

11 komentarzy:

  1. Bardzo się spodobał i szkoda, że zbliża się koniec :c

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chcę, żeby Rechi ginęła :(

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko pisz kolejne, plz hhah super :D i do tego końcówka kojarzy mi się z zakończeniem jednej z piosenek mojego ulubionego zespołu (Flyleaf - The Kind), ale chyba go kojarzysz :p (2 czy 3 ich piosenki wg Veronici pasują do różnych fragmentów Niezgodnej, wiesz o co chodzi xd)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie najlepszy rozdział tego opowiadania, dialogi i opisy są praktycznie w równych ilościach, co mi się podoba :) Ciekawy plan uknuła Rechi, ale w sumie ma racje, ale mam też wrażenie, że chce spróbować też czegoś innego z tym kamieniem, że nie chce go ukraść tylko po to, żeby Weegs już nie krzywdził innych ludzi. Przekonamy się później czy mam racje. Mówiłam już, ze uwielbiam Coltona? <3

    OdpowiedzUsuń
  6. One z siebie na wzajem "wybija" moco :o ? Sory tak mi przyszlo do glowy :D pisz dalej. ;)) //Mix.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham twojego bloga! Historia jest świetna... Twój styl pisania także <3 Szkoda, że niedługo koniec. Mam nadzieję, że nie będzie on smutny, bo się popłaczę :(
    Gorąco zapraszam także na tego bloga, nie jest on mój, ale mojej przyjaciółki. Jest świetna.
    http://never-close-always-far-away.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu jezu jezu dalej!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem ;__; robi się smutno...

    OdpowiedzUsuń